A co, jeśli nie musimy nieustannie siebie zmieniać?
Pomiędzy tym, kim się staliśmy, a doświadczeniem tego, kim jesteśmy
Neurosomatyczna mapa świadomości | Poza Strukturą
Część II — kontynuacja refleksji „Kiedy ciało przestaje się poruszać, bo musi utrzymać równowagę”
W poprzedniej części przyglądaliśmy się temu, jak organizm utrzymuje stabilność, w jaki sposób napięcie może ograniczać swobodę ruchu i dlaczego coś, co postrzegamy jako przeszkodę, czasami pełni ważną funkcję.
Zastanawialiśmy się również nad podobieństwem pomiędzy organizacją ciała a sposobem, w jaki organizujemy własne życie.
Nad kontrolą, potrzebą bezpieczeństwa, możliwościami wyboru i strategiami, które kiedyś nam pomagały, ale z czasem mogą zacząć nas ograniczać.
Wszystkie te rozważania prowadziły do pytania:
Co musiałoby się zmienić, abyśmy nie musieli już wkładać tyle wysiłku w utrzymywanie tego, co jest?
Chciałbym jednak pójść nieco dalej.
Nie po to, aby zaprzeczyć temu pytaniu.
Ale aby spojrzeć na nie z zupełnie innej perspektywy.
A co, jeśli nie zawsze musimy coś zmieniać?
Co, jeśli nie każde doświadczenie wymaga analizy, każda trudność rozwiązania, a każde napięcie natychmiastowego rozluźnienia?
Co, jeśli istnieje możliwość doświadczenia siebie, która nie rozpoczyna się od pytania, co powinienem ze sobą zrobić?
Człowiek, który nieustannie staje się kimś
Przez całe życie się rozwijamy.
Uczymy się, zdobywamy doświadczenia, podejmujemy decyzje, budujemy relacje i odkrywamy kolejne możliwości.
Zmieniamy poglądy.
Czasami zmieniamy kierunek życia.
Próbujemy zrozumieć, dlaczego pewne sytuacje nas spotykają, dlaczego reagujemy w określony sposób i co moglibyśmy zrobić inaczej.
To naturalna część ludzkiego doświadczenia.
Nie chciałbym jej w żaden sposób podważać.
Nasza historia, osobowość, pamięć, przekonania i sposoby reagowania nie są czymś zbędnym.
Są częścią tego, kim się staliśmy.
A jednak pojawia się interesujące pytanie.
Czy wszystko, czym jesteśmy, można opisać poprzez historię tego, kim się staliśmy?
Kiedy pytamy człowieka, kim jest, zazwyczaj zaczyna opowiadać o swoim życiu.
O rodzinie.
O pracy.
O doświadczeniach.
O sukcesach i porażkach.
O tym, co kocha, czego się obawia i czego pragnie.
W ten sposób powstaje obraz własnej tożsamości.
Obraz niezwykle ważny, ponieważ pomaga nam poruszać się w świecie.
Ale czy jest on jedynym sposobem doświadczania siebie?
Ja, które nauczyło się żyć
Wyobraźmy sobie drzewo.
Od momentu, kiedy zaczyna wzrastać, spotyka się z otoczeniem.
Światło wpływa na kierunek jego rozwoju.
Wiatr kształtuje jego strukturę.
Warunki podłoża wpływają na sposób rozrastania się korzeni.
Przeszkody mogą zmieniać kierunek wzrostu.
Po wielu latach drzewo ma określony kształt.
Ten kształt opowiada historię jego spotkania ze światem.
Ale czy drzewo jest wyłącznie historią warunków, w których rosło?
A może istnieje w nim również coś, co przez cały ten czas pozostawało zdolnością do życia, wzrastania i nieustannej przemiany?
Podobną refleksję możemy odnieść do człowieka.
Przez całe życie uczymy się funkcjonować w określonych warunkach.
Uczymy się, co daje nam bezpieczeństwo.
Jak zdobywać akceptację.
Kiedy warto walczyć.
Kiedy lepiej się wycofać.
Komu ufać.
Jak chronić siebie i innych.
Niektóre strategie stają się tak naturalne, że przestajemy je zauważać.
Zaczynamy mówić:
Taki już jestem.
Zawsze muszę wszystko kontrolować.
Nie potrafię odpuszczać.
Muszę sam sobie ze wszystkim radzić.
Ale może warto czasami zadać sobie inne pytanie.
Czy taki jestem, czy tak nauczyłem się funkcjonować?
Nie po to, aby zakwestionować własną osobowość.
Nie po to, aby pozbyć się dotychczasowego sposobu życia.
Jedynie po to, aby dopuścić możliwość, że nasza historia nie wyczerpuje całego doświadczenia nas samych.
Pomiędzy byciem a stawaniem się
Podczas eksplorowania tradycyjnych modeli medycyny chińskiej szczególnie zainteresowała mnie relacja dwóch warstw — Shaoyin i Jueyin.
Nie chciałbym przedstawiać ich jako gotowego wyjaśnienia ludzkiej świadomości.
W tradycyjnym ujęciu należą one do określonego systemu opisywania funkcjonowania organizmu.
Ale ich symbolika może stać się inspiracją do znacznie szerszej refleksji.
Jueyin, związane z Wątrobą i Osierdziem, można w naszym autorskim ujęciu rozpatrywać poprzez doświadczenie kierunku, przemiany i organizowania działania.
Wątroba należy do elementu Drewna, który symbolicznie kojarzy się ze wzrostem, rozwojem i ruchem ku nowym możliwościom.
W tym obrazie dostrzegam człowieka, który staje się poprzez doświadczenie.
Uczy się.
Podejmuje decyzje.
Zmienia kierunki.
Buduje swoją tożsamość w nieustannym spotkaniu ze światem.
Shaoyin, związane z Sercem i Nerkami, inspiruje mnie do nieco innego spojrzenia.
W tradycyjnej symbolice Serce wiąże się z Shen — duchem i świadomością, a Nerki z głębokimi zasobami i korzeniem życia.
W moich rozważaniach Shaoyin staje się metaforą doświadczenia, które nie wymaga natychmiastowego działania ani definiowania siebie.
Można byłoby ująć to bardzo prosto.
Jueyin — kim staję się poprzez życie?
Shaoyin — czego doświadczam, kiedy na chwilę przestaję siebie definiować?
Nie chodzi o podział człowieka na dwie oddzielne części.
Ani o uznanie jednej z nich za lepszą, głębszą czy bardziej prawdziwą.
To dwa sposoby spojrzenia na jedno ludzkie doświadczenie.
Z jednej strony nieustannie się stajemy.
Z drugiej — możemy czasami po prostu być.
Czy potrafimy być bez konieczności stawania się kimś więcej?
To pytanie wydaje mi się szczególnie interesujące we współczesnym świecie.
Żyjemy w rzeczywistości, która bardzo często zachęca nas do rozwoju.
Do osiągania.
Do przekraczania ograniczeń.
Do poznawania siebie.
Do pracy nad sobą.
Do stawania się lepszą wersją własnej osoby.
I nie ma w tym niczego niewłaściwego.
Rozwój może być pięknym doświadczeniem.
Ale czy zauważamy moment, w którym nawet poznawanie siebie staje się kolejnym zadaniem?
Kiedy próbujemy osiągnąć spokój.
Nauczyć się odpuszczania.
Zdobyć większą świadomość.
Pozbyć się ego.
Stać się bardziej autentyczni.
A może nawet nauczyć się doświadczać miłości bezwarunkowej.
W pewnym momencie możemy odkryć paradoks.
Próbujemy osiągnąć stan, w którym nie musimy już niczego osiągać.
I być może właśnie tutaj warto na chwilę zatrzymać nasze poszukiwania.
Nie po to, aby z nich zrezygnować.
Ale aby dopuścić możliwość, że nie wszystko, co wartościowe, musi być rezultatem wysiłku.
Miłość, która nie wymaga uzasadnienia
W różnych tradycjach duchowych odnajdujemy opisy doświadczeń, które trudno zamknąć w zwykłych pojęciach.
Głębokiej obecności.
Jedności.
Spokoju.
Miłości bezwarunkowej.
Doświadczenia Boga lub czegoś, co człowiek odczuwa jako większe od swojej indywidualnej historii.
Nie wszyscy rozumieją te doświadczenia w taki sam sposób.
Dla jednych mają one znaczenie duchowe.
Dla innych są głębokim doświadczeniem emocjonalnym lub egzystencjalnym.
Nie chciałbym rozstrzygać, która interpretacja jest właściwa.
Bardziej interesuje mnie to, co takie doświadczenie może oznaczać dla człowieka.
Wyobraźmy sobie osobę, która przez wiele lat próbowała zasłużyć na akceptację.
Poprzez pracę.
Osiągnięcia.
Pomaganie innym.
Bycie odpowiedzialną.
Bycie silną.
Być może przez długi czas jej poczucie własnej wartości było związane z tym, co robiła.
A teraz wyobraźmy sobie moment, w którym ta osoba doświadcza głębokiej życzliwości wobec siebie.
Nie dlatego, że coś osiągnęła.
Nie dlatego, że ktoś ją pochwalił.
Nie dlatego, że rozwiązała wszystkie problemy.
Po prostu przez chwilę nie musi niczego udowadniać.
Nie oznacza to, że jej historia znika.
Że przestaje mieć obowiązki.
Że nie będzie już doświadczać trudności.
Ale może pojawić się coś nowego.
Możliwość odczuwania własnej wartości bez konieczności nieustannego jej potwierdzania.
Dla niektórych osób takie doświadczenie może być głęboko transformujące.
Nie dlatego, że dostarcza odpowiedzi na wszystkie pytania.
Ale dlatego, że zmienia sposób, w jaki człowiek odnosi się do samego siebie.
Nie musimy pozbywać się ego
Często spotykamy się z przekonaniem, że głębsze poznanie siebie wymaga porzucenia ego.
Ale być może nie musimy patrzeć na to w ten sposób.
Nasza tożsamość pełni ważną funkcję.
Pozwala nam rozpoznawać siebie, pamiętać własną historię, budować relacje i podejmować decyzje.
Nie musimy jej niszczyć.
Nie musimy z nią walczyć.
Możemy natomiast czasami zauważyć, że nie każda myśl o sobie musi być ostateczną prawdą.
Jeżeli przez całe życie powtarzałem sobie, że muszę wszystko kontrolować, mogę zacząć dostrzegać to jako pewien sposób działania.
Strategię, która miała swoje uzasadnienie.
Być może nadal bywa potrzebna.
Ale nie musi już definiować całego mojego doświadczenia.
Mogę być człowiekiem odpowiedzialnym i jednocześnie pozwalać sobie na niepewność.
Mogę planować, ale nie muszę znać każdego kolejnego kroku.
Mogę być silny i jednocześnie przyjmować pomoc.
Mogę się rozwijać, nie traktując siebie jako projektu wymagającego nieustannej naprawy.
Nie chodzi o to, aby przestać być człowiekiem, którym się staliśmy. Chodzi o odkrycie, że możemy być czymś więcej niż tylko historią, którą o sobie opowiadamy.
A co, jeśli nawet zmiana nie jest konieczna?
Chciałbym zatrzymać się przy tym pytaniu nieco dłużej.
Ponieważ bardzo łatwo byłoby potraktować wszystko, o czym piszę, jako kolejną propozycję rozwoju.
Kolejną metodę.
Kolejne ćwiczenie.
Kolejny etap, który należałoby osiągnąć.
Ale nie o to mi chodzi.
Nie proponuję, abyśmy teraz wszyscy zaczęli poszukiwać głębszego stanu świadomości.
Nie sugeruję, że powinniśmy doświadczać miłości bezwarunkowej, rezygnować z kontroli albo odnajdywać jakąś ukrytą część siebie.
Być może nie potrzebujemy robić niczego z tych rzeczy.
Może wystarczy zauważyć, że istnieje możliwość spojrzenia na siebie bez natychmiastowej potrzeby zmiany.
Bez pytania:
Co jest ze mną nie tak?
Co muszę poprawić?
Dlaczego jeszcze nie jestem tam, gdzie powinienem być?
A zamiast tego dopuścić inne pytanie:
Jakie jest moje doświadczenie siebie właśnie teraz, zanim spróbuję cokolwiek z nim zrobić?
Nie musimy nawet na nie odpowiadać.
Samo pytanie może otworzyć przestrzeń do refleksji.
Kiedy nie muszę już podtrzymywać obrazu siebie
W poprzedniej części pisałem o organizmie, który może wykorzystywać część swoich możliwości ruchowych do utrzymywania stabilności.
Mięśnie uczestniczące w ruchu mogą w określonych warunkach intensywniej angażować się w stabilizację.
Ruch staje się wtedy mniej swobodny.
Zastanawialiśmy się, co musiałoby się zmienić, aby organizm nie potrzebował już tej samej strategii.
Teraz chciałbym zaproponować pewną analogię.
A co, jeśli człowiek czasami wykorzystuje ogromną część swojego życia do podtrzymywania obrazu tego, kim uważa, że powinien być?
Próbuje być odpowiedzialny.
Silny.
Skuteczny.
Dobry.
Akceptowany.
Potrzebny.
Wszystkie te wartości mogą mieć dla niego ogromne znaczenie.
Ale co wydarzy się, jeśli poczuje, że nie musi ich nieustannie udowadniać?
Być może nadal będzie odpowiedzialny.
Nadal będzie pomagał innym.
Nadal będzie pracował, planował i podejmował decyzje.
Ale jego działania nie będą musiały za każdym razem potwierdzać jego wartości.
Nie dlatego, że stał się kimś innym.
Być może dlatego, że zmieniła się jego relacja do samego siebie.
I tutaj odnajduję niezwykle interesujące podobieństwo pomiędzy doświadczeniem ciała a doświadczeniem świadomości.
Czasami większa swoboda nie pojawia się poprzez dodanie kolejnego działania.
Czasami pojawia się wtedy, kiedy coś nie musi już być nieustannie podtrzymywane.
Powrót do świata
Nie chciałbym jednak pozostawiać wrażenia, że głęboka obecność jest stanem, w którym powinniśmy zamieszkać na stałe.
Życie nadal będzie się wydarzać.
Będziemy podejmować decyzje.
Doświadczać trudności.
Budować relacje.
Popełniać błędy.
Zmieniać kierunki.
Czasami będziemy odczuwać lęk.
Czasami będziemy potrzebować kontroli.
I to wszystko nadal będzie częścią naszego życia.
Być może najciekawsza nie jest więc sama możliwość doświadczenia głębokiego spokoju czy obecności.
Ale możliwość powrotu z tego doświadczenia do codzienności.
Powrotu do działania.
Do relacji.
Do zwykłych obowiązków.
Z odrobinę innym spojrzeniem na siebie.
W moich wcześniejszych rozważaniach inspirowanych tradycyjną medycyną chińską pojawiał się również Yin Qiao — jeden z tak zwanych naczyń cudownych.
Jego historyczne powiązania z ruchem, postawą oraz przechodzeniem pomiędzy snem a czuwaniem stały się dla mnie inspiracją do symbolicznego spojrzenia na przechodzenie między różnymi stanami doświadczenia.
Nie jako dosłowny mechanizm transformacji świadomości.
Raczej jako obraz.
Możliwość przechodzenia od działania do obecności.
Od obecności do działania.
Od stawania się do bycia.
I ponownie — od bycia do stawania się.
Nie musimy wybierać jednego z tych sposobów istnienia.
Być może oba są potrzebne.
Pytania, które nie wymagają odpowiedzi
Chciałbym zakończyć tę refleksję nie propozycją ćwiczenia, ale kilkoma pytaniami.
Można je przeczytać i pozostawić.
Można do nich wrócić.
Można również zupełnie o nich zapomnieć.
Kim jestem, kiedy nie muszę niczego udowadniać?
Czy potrafię przez chwilę nie próbować siebie zmieniać?
Czy moja historia jest wszystkim, czym jestem?
Czy mogę pozwolić sobie na doświadczenie, którego nie muszę natychmiast rozumieć?
Czy potrafię być obecny bez konieczności osiągania określonego stanu?
A może najważniejsze pytanie brzmi:
Czy mogę pozwolić sobie być, zanim ponownie zacznę się stawać?
Nie wiem, czy istnieje jedna odpowiedź.
I być może wcale jej nie potrzebujemy.
Poza Strukturą — przestrzeń dalszej eksploracji
Neurosomatyczna mapa świadomości nie jest próbą stworzenia kolejnego systemu, który wyjaśni człowiekowi, kim naprawdę jest.
Nie jest również propozycją zastąpienia pracy z ciałem praktyką duchową ani uznania jednej formy poznania za ważniejszą od innych.
Interesuje mnie możliwość przyglądania się człowiekowi z różnych perspektyw.
Poprzez anatomię.
Ruch.
Oddech.
Doświadczenie.
Relacje.
Symbolikę.
I pytania, które czasami wykraczają poza to, co potrafimy jednoznacznie nazwać.
Nie wszystkie te perspektywy muszą prowadzić do tych samych odpowiedzi.
Nie wszystkie muszą dawać się ze sobą połączyć.
Ale każda może czasami otworzyć przestrzeń do innego spojrzenia.
W pierwszej części zastanawialiśmy się, jak odzyskać możliwość ruchu, adaptacji i wyboru.
W drugiej pojawiła się jeszcze jedna możliwość.
Nie zawsze muszę coś zmieniać, aby doświadczyć siebie inaczej.
Nie oznacza to rezygnacji z rozwoju.
Nie oznacza zatrzymania życia.
Być może jest jedynie zaproszeniem do zauważenia, że obok wszystkiego, czym się stajemy, istnieje również samo doświadczenie bycia.
I nie musimy robić z niego kolejnego zadania.
Nie musimy go osiągać.
Nie musimy go zatrzymywać.
Możemy po prostu pozostawić otwartą możliwość, że człowiek jest czymś więcej niż sumą swoich doświadczeń, przekonań i strategii.
A jeśli kiedyś pojawi się moment, w którym odczujemy to nie tylko jako myśl, lecz jako osobiste doświadczenie — być może nie będziemy musieli go nawet nazywać.
Bo może nie każda przemiana polega na tym, że stajemy się kimś innym.
Czasami zmienia się jedynie sposób, w jaki doświadczamy tego, kim już jesteśmy.
Poza Strukturą | Neurosomatyczna mapa świadomości
Ciało. Ruch. Świadomość.
Nie wszystko wymaga odpowiedzi. Nie wszystko wymaga zmiany. Niektóre doświadczenia możemy po prostu pozostawić otwarte.
Komentarze
Prześlij komentarz