Subtelna pułapka duchowej regulacji


W rozwoju duchowym istnieje miejsce niezwykle subtelne.
Tak subtelne, że łatwo je pomylić z przebudzeniem.
Nie jest to już lęk.
Nie jest to chaos.
Nie jest to cierpienie.
To jest… spokój.
I właśnie tu zaczyna się pułapka.
Miłość jako regulacja
Miłość jako regulacja to stan, w którym:
ciało się rozluźnia,
serce się otwiera,
układ nerwowy się uspokaja,
pojawia się empatia, wdzięczność, bezpieczeństwo.
To jest piękne.
To jest potrzebne.
To jest uzdrawiające.
Ale…
To nadal jest stan organizmu.
To nadal jest doświadczenie zależne od warunków.
Człowiek mówi wtedy:
„Czuję się dobrze.”
„Jestem w miłości.”
„Wreszcie mam spokój.”
To jest regulacja.
Subtelna pułapka
Pułapka pojawia się wtedy, gdy zaczynamy identyfikować regulację jako ostateczną duchowość.
Wtedy powstaje nowe przywiązanie:
chcę być spokojny,
chcę być w miłości,
chcę, żeby było dobrze,
chcę pozostać w tym stanie.
To „chcę” jest kluczowe.
Bo to „chcę” zawiera lęk przed utratą regulacji.
I w tym momencie miłość jako regulacja staje się… nową formą kontroli.
To bardzo subtelne.
Dlaczego to zatrzymuje rozwój?
Bo miłość jako regulacja:
unika konfliktu,
unika napięcia,
unika chaosu,
unika ciemności.
A miłość jako pole obejmuje wszystko.
Również:
lęk,
gniew,
ból,
niepewność,
brak odpowiedzi.
Miłość jako pole nie jest przeciwieństwem lęku.
Ona jest przestrzenią, w której lęk może się pojawić.
„Czy będzie dobrze?”
W gabinecie bardzo często słyszę pytanie:
„Czy będzie dobrze?”
Na powierzchni brzmi niewinnie.
Ale pod spodem często jest:
Czy utrzymam regulację?
Czy uniknę cierpienia?
Czy życie spełni moje wyobrażenie harmonii?
To jest subtelny opór wobec rzeczywistości.
Dopóki „dobrze” oznacza brak dyskomfortu,
nie ma przekroczenia progu.
Czym jest przekroczenie progu?
Przekroczenie progu to moment, w którym:
nie potrzebuję, żeby było dobrze,
żeby być w miłości.
To ogromna różnica.
Miłość jako pole nie mówi:
„Wszystko będzie przyjemne.”
Ona mówi:
„Wszystko może się wydarzyć — i ja pozostaję.”
Jak rozpoznać, że utknęliśmy?
W praktyce terapeutycznej objawia się to tak:
duchowe unikanie konfliktu,
nadmierna „pozytywność”,
unikanie konfrontacji,
lęk przed wyrażeniem gniewu,
obsesja na punkcie „wysokiej wibracji”.
To nie jest jeszcze wolność.
To jest kontrolowana harmonia.
Miłość jako pole
Miłość jako pole:
nie potrzebuje warunków,
nie jest stanem emocjonalnym,
nie zależy od regulacji układu nerwowego,
nie znika, gdy pojawia się lęk.
To nie jest doświadczenie.
To jest to, w czym doświadczenie się pojawia.
To przestrzeń, w której:
lęk może być obecny,
regulacja może być obecna,
chaos może być obecny,
a świadomość nie kurczy się.
Dlaczego to jest inicjacyjne?
Bo przekroczenie progu wymaga rezygnacji z potrzeby, żeby było dobrze.
To jest symboliczna śmierć duchowego ego.
Moment, w którym:
nie szukam już miłości jako stanu,
ale pozwalam sobie być w tym, co jest.
W pracy terapeutycznej
To jest moment, kiedy przestajemy:
naprawiać,
prowadzić do „dobrego”,
regulować za wszelką cenę.
A zaczynamy tworzyć przestrzeń, w której wszystko może się wydarzyć.
To zmienia jakość obecności.
Najprostsze zdanie
Miłość jako regulacja mówi:
„Czuję się dobrze.”
Miłość jako pole mówi:
„Jestem.”
Niezależnie od tego, czy czuję się dobrze.
To jest subtelna pułapka duchowej regulacji.
I jednocześnie próg.
Nie po to, by porzucić regulację.
Nie po to, by zanegować spokój.
Ale po to, by nie pomylić stanu z przestrzenią,
i nie zatrzymać się w połowie drogi.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kolano – zawias czasu

Ciało zawsze mówi pierwsze