Ani o emocjach, ani o uczuciach.
Spróbuję tutaj opisać chyba jedno z najbardziej subtelnych doświadczeń człowieka — moment, w którym zaczynamy rozróżniać emocje od czegoś znacznie głębszego. Nie tylko od uczuć, ale od samego doświadczenia istnienia. Od jakiegoś czasu uczę się rozróżniać emocje i uczucia, (o nich będzie trochę więcej w tekście poniżej) lecz sam post jest o czymś innym. Obecnie rozumiem swoje uczucia i całkiem nieźle wyrażam swoje emocje 🙃 Lecz co z tego, gdy przychodzi taki moment, gdy pojawia się coś trudnego do nazwania? Może smutek. Może samotność. Może brak miłości. Choć nawet tutaj nie jestem już pewien, czy rzeczywiście chodzi o brak miłości. Bo przecież wokół mnie są ludzie, którzy mnie kochają. Są relacje, obecność, bliskość, troska. A jednak to doświadczenie nadal czasami się pojawia. I wiem już, że nie jest ono czymś złym. Tak jak uczymy się emocji i uczuć, tak samo uczymy się również tego stanu — choć jego nie da się do końca zrozumieć intelektem. Można go bardziej doświadczyć niż wyjaśnić....