„Chora noga”, czyli kiedy ciało nie popełnia błędu
Czasami najbardziej interesujące obserwacje dotyczące człowieka nie pojawiają się w medycynie, fizjoterapii czy terapii manualnej. Czasami można znaleźć je w miejscach zupełnie nieoczywistych — w filozofii, mistyce, psychologii, a nawet w systemach budzących kontrowersje, takich jak Church of Scientology.
I właśnie tam natrafiłem na bardzo ciekawy koncept: „cykl działania”.
Nie chodzi tutaj o ocenę scientologii jako całości. Nie o wiarę, ideologię czy strukturę organizacji. Chodzi wyłącznie o pewną obserwację dotyczącą ludzkiego funkcjonowania — obserwację, która w kontekście pracy z ciałem okazuje się zaskakująco trafna.
„Coś tworzy chorą nogę”
W jednym z przykładów opisany jest człowiek, który ma chorą nogę. Próbuje ją wyleczyć. Szuka sposobu stworzenia zdrowej nogi. Chodzi od specjalisty do specjalisty, walczy z objawem, próbuje odzyskać dawny stan.
I wtedy pojawia się zdanie:
„Coś tworzy chorą nogę.
Przeciw temu człowiek tworzy zdrową nogę.”
Brzmi dziwnie?
A teraz spójrzmy na to z perspektywy ciała.
Bo właśnie tak bardzo często działa organizm.
Objaw nie zawsze jest błędem
To jedna z najważniejszych rzeczy, których wciąż nie rozumie ogromna część terapii manualnej i podejścia mechanicznego do człowieka.
Jeżeli coś boli: — trzeba to rozluźnić.
Jeżeli coś jest napięte: — trzeba to rozciągnąć.
Jeżeli miednica jest skręcona: — trzeba ją ustawić.
Problem polega na tym, że ciało niezwykle rzadko robi coś „bez powodu”.
Ból bardzo często nie jest błędem systemu.
Jest strategią.
Adaptacją.
Próbą utrzymania przetrwania i spójności.
Napięty mięsień może stabilizować dawny uraz.
Zablokowana przepona może chronić przed przeciążeniem emocjonalnym.
Sztywna szyja może być próbą kontroli otoczenia.
Przeciążony odcinek lędźwiowy może przejmować funkcję, której nie utrzymuje już miednica lub brzuch.
Organizm tworzy nową organizację.
I właśnie tutaj koncept „chorej nogi” robi się bardzo interesujący.
Ciało po urazie tworzy nową normalność
Po wypadku, traumie, przewlekłym stresie lub emocjonalnym przeciążeniu ciało nie wraca automatycznie do starego wzorca.
Ono reorganizuje siebie.
Zmienia napięcia.
Zmienia sposób chodzenia.
Zmienia oddychanie.
Zmienia priorytety stabilizacji.
Po czasie ta nowa organizacja zaczyna być odbierana przez układ nerwowy jako: „bezpieczna”.
Nawet jeśli jest bolesna.
I tutaj zaczyna się największy konflikt współczesnej terapii.
Terapeuta chce usunąć objaw.
Ale ciało traktuje objaw jako rozwiązanie.
Wojna z objawem
To dlatego tak wiele terapii daje tylko chwilową ulgę.
Bo człowiek próbuje: „przeciw-stworzyć” zdrowie.
Walczymy z napięciem, nie rozumiejąc, po co ono powstało.
Usuwamy kompensację, nie widząc, co ona stabilizuje.
Rozluźniamy mięsień, który przez lata utrzymywał integralność całego systemu.
I wtedy ciało bardzo często: — wraca do starego wzorca,
— ponownie napina tkanki,
— odtwarza ból,
— sabotuje zmianę.
Nie dlatego, że „nie chce wyzdrowieć”.
Ale dlatego, że utraciło poczucie bezpieczeństwa.
Największy problem terapii mechanicznej
Wielu terapeutów wciąż patrzy na ciało jak na maszynę.
Jeżeli część jest uszkodzona — należy ją naprawić.
Ale ciało człowieka nie jest samochodem.
Jest żywym systemem adaptacyjnym.
Objaw często nie jest awarią.
Objaw jest historią przetrwania.
I właśnie dlatego dwie osoby z identycznym rezonansem magnetycznym mogą funkcjonować całkowicie inaczej: — jedna bez bólu, — druga w chronicznym cierpieniu.
Ponieważ problemem nie jest wyłącznie struktura.
Problemem jest organizacja całego systemu: układu nerwowego, emocji, ruchu, oddechu, percepcji i poczucia bezpieczeństwa.
Kiedy kompensacja staje się tożsamością
Po latach ciało zaczyna utożsamiać się z adaptacją.
Napięcie staje się charakterem.
Kontrola staje się osobowością.
Sztywność staje się „mną”.
I wtedy każda próba zmiany może być odbierana przez układ nerwowy jak zagrożenie.
Dlatego po dobrej terapii czasami pojawia się: — chaos,
— zmęczenie,
— lęk,
— powrót objawów,
— emocjonalne rozregulowanie.
Nie dlatego, że terapia była błędna.
Ale dlatego, że organizm utracił starą mapę orientacji.
Co scientologia zauważyła bardzo trafnie?
Niezależnie od całej ideologii scientologii, ten fragment pokazuje coś niezwykle ważnego:
Człowiek może nieświadomie podtrzymywać wzorzec, który kiedyś był adaptacją.
I to jest obserwacja bardzo bliska: — nowoczesnej traumaterapii,
— pracy z autonomicznym układem nerwowym,
— pamięci proceduralnej,
— psychosomatyce,
— kinezjologii,
— pracy powięziowej.
W języku „Poza strukturą” można by powiedzieć:
Ciało nie walczy przeciwko człowiekowi.
Ciało próbuje utrzymać spójność historii, którą kiedyś musiało stworzyć, aby przetrwać.
Być może prawdziwe uzdrawianie nie polega na walce z objawem.
Być może polega na zrozumieniu: co organizm próbował ochronić.
Bo kiedy ciało przestaje być traktowane jak wróg, często pierwszy raz od wielu lat może przestać walczyć.
Komentarze
Prześlij komentarz