Gdy bark próbuje zastąpić ojca Notatka z pracy terapeutycznej
Czasami ciało opowiada historię, zanim zdążymy ją usłyszeć.
Przychodzi do mnie młody mężczyzna z bólem w górnej części klatki piersiowej. Ból znajduje się w bardzo charakterystycznym miejscu – na skrzyżowaniu barku i szyi, po prawej stronie. W miejscu, gdzie spotykają się trzy meridiany: pęcherzyk żółciowy, jelito grube i potrójny ogrzewacz.
To miejsce w ciele jest czymś więcej niż tylko punktem napięcia.
To brama pomiędzy głową a ramieniem – pomiędzy świadomością a działaniem.
Pacjent opisuje wieloletnie napięcie w tym obszarze. Czasem też pojawia się ból w prawym biodrze. Ciało wygląda pozornie symetrycznie, ale przy ruchu można zauważyć subtelną rzecz: prawy bark delikatnie unosi się ku górze, jakby próbował wyrównać poziom z lewą stroną.
To nie jest ruch mechaniczny.
To jest ruch organizujący równowagę.
Dopiero w rozmowie pojawia się ważna informacja: w jego historii ojciec właściwie nie był obecny. Matka pełniła w życiu chłopca rolę zarówno matki, jak i ojca.
Ciało często próbuje rozwiązać takie historie na swój sposób.
Lewa strona – symbolicznie związana z polem matki – staje się stroną stabilizującą. Prawa strona, która w wielu tradycjach somatycznych reprezentuje działanie i kontakt ze światem, próbuje tę równowagę odzyskać. Czasem robi to poprzez napięcie.
W tym przypadku ciało stworzyło subtelną strategię:
prawy bark unosi się, jakby próbował dorównać lewej stronie,
prawa strona przepony staje się bardziej skompresowana,
a w prawym biodrze pojawia się sztywność, która ogranicza ruch do przodu.
Bark i biodro zaczynają działać jak dwa końce tej samej osi.
Kiedy pracujemy manualnie z barkiem, biodro zaczyna się rozluźniać.
Kiedy pracujemy z biodrem, bark puszcza napięcie.
Ale najciekawsze dzieje się w centrum.
Delikatne ustawienie horyzontu przepony – miejsca, gdzie spotykają się wątroba i śledziona – natychmiast zmienia napięcie zarówno w barku, jak i w biodrze.
To centrum ciała okazuje się punktem regulacji całego układu.
W medycynie chińskiej obszar ten odpowiada relacji między elementem Drewna (wątroba) i elementem Ziemi (śledziona) – między kierunkiem działania a poczuciem stabilności.
Jeśli ta relacja zostaje zaburzona, ciało często próbuje przywrócić równowagę poprzez napięcia na peryferiach.
Dlatego w pracy terapeutycznej nie zaczęliśmy od barku.
Zaczęliśmy od centrum.
Pracowaliśmy z układem trzewnym – wątrobą, pęcherzykiem żółciowym, śledzioną, żołądkiem i trzustką. To narządy związane z obszarem trzeciego centrum energetycznego – przestrzenią osobistej mocy, decyzji i kierunku.
Ale w tej pracy ważny jest nie tylko dotyk.
Poprosiłem go o coś jeszcze.
Za dwa dni ma napisać dwa listy.
Pierwszy – do ojca.
Drugi – do matki.
Nie jako dorosły mężczyzna.
Jako dziecko, którym kiedyś był.
List nie musi być piękny ani uporządkowany. Ma być szczery. Ma wyrazić to, czego dziecko nie mogło wtedy powiedzieć: brak, złość, tęsknotę, pytania.
Najpierw list do ojca.
Po jego przeczytaniu ma zatrzymać się na chwilę i zauważyć jedną rzecz: gdzie w ciele pojawia się reakcja.
Dopiero później list do matki.
Ciało często odpowiada szybciej niż umysł.
Bark, biodro, przepona – wszystkie te miejsca mogą stać się mapą emocji, które przez lata nie miały przestrzeni, by się wyrazić.
Dla wielu osób taka prosta praktyka przynosi ogromną ulgę. Nie dlatego, że zmienia przeszłość, ale dlatego, że pozwala ciału zakończyć rozmowę, która kiedyś została przerwana.
A kiedy ciało kończy tę rozmowę, napięcie często przestaje być potrzebne.
To dopiero początek pracy.
Ale czasami pierwszy krok polega po prostu na tym, żeby przywrócić głos temu dziecku, które wciąż mieszka w ciele dorosłego człowieka.
Komentarze
Prześlij komentarz