Programy, które nas piszą (o miłości, grasicy i pamięci ciała)
Są takie momenty, kiedy patrząc na ludzi – na ich wybory, relacje, napięcia w ciele – widzisz, że nie kieruje nimi tylko świadomość.
Jakby w tle, za wszystkimi decyzjami, działał inny system sterowania – coś, co zostało zapisane dawno temu.
Nie w głowie, lecz w komórkach.
Trzy mózgi – trzy czasy
Kiedy mówi się o mózgu, najczęściej myślimy o korze – o tym, co racjonalne, logiczne, planujące.
Ale to tylko 5 % naszej rzeczywistości.
Pozostałe 95 % to programy – wzorce powstałe w pierwszych latach życia, a czasem jeszcze wcześniej: w łonie matki, w polu rodziny, w pamięci rodu.
Niektóre są nawet starsze – reinkarnacyjne, niosące echo dawnych doświadczeń duszy.
Mózg gadzi – nasz instynkt przetrwania.
Mózg limbiczny – emocjonalny pejzaż dzieciństwa.
Kora – maska świadomości, która próbuje to wszystko poskładać w sensowną całość.
I właśnie dlatego tak często nam nie wychodzi.
Związek jako zwierciadło programów
Weźmy prosty przykład – związek kobiety i mężczyzny.
Ona – jako dziewczynka – miała kochającego tatę.
Był jej światem. Aż pewnego dnia wyjechał.
Nie wrócił. Zniknął z codzienności, zostawiając w niej pustkę.
Dorosła kobieta przez kilka dni w miesiącu staje się tą małą dziewczynką – czułą, potrzebującą dotyku.
Przez pozostałe dni reaguje odwrotnie – dystansem, chłodem, napięciem.
Nie dlatego, że nie kocha, tylko dlatego, że miłość stała się dla niej ryzykiem utraty.
On – z kolei – dorastał w domu, gdzie tata był, ale jego obecność oznaczała konflikt.
Więc nauczył się unikać emocjonalnego zaangażowania, bycia „za długo w domu”.
To jego biologiczny program bezpieczeństwa: zniknij, zanim wybuchnie burza.
Serce, grasica i osierdzie – szkoła miłości
Grasica to niezwykły organ.
Leży tuż nad sercem i przez pierwsze lata życia jest szkołą odporności – uczy ciało rozpoznawać, co swoje, a co obce.
Później – tak jak dziecko – dorasta i cichnie. Ale wciąż pamięta lekcję miłości.
Bo miłość i odporność to ten sam język biologii.
Serce daje ciepło i obecność.
Grasica – odwagę otwarcia się na świat.
A pomiędzy nimi – osierdzie, nasza wewnętrzna zbroja.
Tworzy się, gdy serce zostało zranione. Chroni – ale i odcina.
Błona, która myśli
Bruce Lipton zapytał kiedyś:
> „Gdzie znajduje się mózg komórki?”
Wszyscy odpowiadali: „w jądrze”.
A on się uśmiechnął i powiedział:
> „Nie. To błona komórkowa.”
To ona decyduje, co wpuścić, a co odrzucić.
To na niej zachodzi pierwszy akt świadomości – rozpoznanie i wybór.
Nie w centrum, ale na granicy kontaktu.
I wtedy można zadać pytanie:
> A jeśli u człowieka jest tak samo?
Jeśli nasz prawdziwy „mózg” nie jest w głowie, lecz w skórze?
Jeśli decyzja o otwarciu się, o miłości, o zdjęciu ochrony – zapada właśnie tam, gdzie ktoś nas dotyka?
Skóra jako przestrzeń świadomości
Skóra nie jest tylko powłoką.
To organ relacji – mistyczna błona między „ja” a światem.
Tak jak błona komórkowa, rozpoznaje: to moje, to obce, to bezpieczne, to zagraża.
W niej zapisują się wszystkie doświadczenia dotyku, ciepła, bliskości.
To tu zaczyna się zaufanie, to tu może się zakończyć lęk.
Bez kontaktu – nie ma zmiany.
Nie ma rozpoznania, a więc i nowego programu.
Bo programy zapisane w ciele nie odczytują języka intelektu.
One słyszą tylko język dotyku i obecności.
Transformacja przez granicę
Każda prawdziwa zmiana zaczyna się na błonie świadomości – tam, gdzie świat zewnętrzny styka się z wewnętrznym.
Tam, gdzie ciało drży na czyjś dotyk, gdzie skóra pamięta dzieciństwo, gdzie oddech staje się mostem.
Tam właśnie, w cienkiej warstwie pomiędzy, może wydarzyć się cud:
stara ochrona zamienia się w nowy kontakt.
Bo może właśnie nie zmieniamy się od środka, tylko od brzegu.
Tak jak komórka – uczymy się inaczej reagować na to, co do nas dociera.
„Nie potrzebujesz nowego centrum. Potrzebujesz nowej granicy.”
— Lumen Poza
Spotkanie na granicy – ciało kobiety, ciało mężczyzny
W terapii ciało nigdy nie kłamie.
Kiedy dotyk trafia w punkt, nie otwiera mięśni, lecz pamięć.
👩 Ona – serce zamknięte dotykiem
Delikatny nacisk w okolicy wyrostka mieczykowatego, tuż przy punkcie CV15 – Jiuwei, „Górny koniec serca”.
Dotyk z lewej strony, po stronie Yin.
Z pozoru nic szczególnego – lekka praca manualna, niemal symboliczny kontakt.
A jednak w jednej chwili ciało kobiety drży, zwija się w kłębek.
Nie ma już dorosłej osoby, jest dziecko w panice.
To, które kiedyś czekało, aż tata wróci.
To, które zamarzło między pragnieniem bliskości a strachem przed kolejnym odejściem.
W tej chwili dotyk staje się wehikułem czasu.
Nie masażem, ale przyciskiem pamięci komórkowej.
W punkcie CV15 nie ma tylko serca.
To także brama do osierdzia – struktury ochronnej, która zapamiętuje każdą stratę.
To tu ciało pyta: czy tym razem mogę zaufać?
---
👨 On – serce otwarte w dystansie
Z kolei mężczyzna przez lata czuł się dobrze w fizycznym dotyku.
Masaż, głęboka praca manualna – przyjemność, rozluźnienie, nic więcej.
Ale gdy terapeutka dotknęła go bez dotyku, pracując w przestrzeni ciała astralnego,
nagle pękło coś, co było niewidzialne.
Pojawił się płacz, czysty, niekontrolowany.
Łzy płynęły bez słów.
To nie ciało fizyczne zostało poruszone – lecz pole emocjonalne,
to, które od dzieciństwa było związane z matką.
Tam, gdzie w ciele kobiety zamknęła się pamięć dotyku,
u niego dotyk energetyczny otworzył ukryte wspomnienie zależności.
Dla niej dotyk fizyczny to zagrożenie.
Dla niego dotyk energetyczny – rozpad.
Oboje reagują tam, gdzie ciało traci granice.
---
Odwrócone polaryzacje
Ona ucieka od dotyku, bo dotyk był utratą.
On ucieka w dotyk, bo dystans był samotnością.
Ona chroni serce osierdziem, on chroni emocje racjonalnością.
Ona potrzebuje przestrzeni, by zaufać,
on potrzebuje zbliżenia, by poczuć.
Ich ciała są jak dwa bieguny tej samej błony komórkowej –
jedno od wewnętrznej strony, drugie od zewnętrznej.
Jedno reaguje na kontakt, drugie na jego brak.
Ale oboje potrzebują spotkania w granicy.
Bo dopiero na granicy zaczyna się komunikacja.
Tak jak błona komórkowa nie istnieje po to, by odgradzać,
lecz by rozpoznawać.
---
Miejsce spotkania
W którym miejscu mogą się więc spotkać?
Nie w dotyku i nie w dystansie,
lecz w świadomości błony – w tej subtelnej strefie pomiędzy.
To przestrzeń, w której ciało może drżeć,
a druga osoba nie ucieka.
Gdzie ktoś płacze, a druga osoba po prostu trwa.
Gdzie dotyk nie jest penetracją, ale obecnością.
Gdzie dystans nie jest ucieczką, tylko oddechem.
W takiej przestrzeni systemy ochronne obu stron
zaczynają rozpoznawać coś nowego:
> „To nie jest to samo zagrożenie co wtedy.”
I wtedy dopiero możliwa jest zmiana programu.
Nie przez analizę, lecz przez nowy doświadczeniowy zapis
na błonie skóry i błonie serca.
---
„Nie spotykamy się w tym, co różne.
Spotykamy się w tym, co drży między nami.”
— Lumen Poza
Komentarze
Prześlij komentarz